PL PL

Mistrzostwa Europy w wyścigach psich zaprzęgów w warunkach bezśnieżnych. Dryland. IFSS Francja 2014.

Nie zdążyliśmy jej podać nic co miałoby skrócić jej cierpienie, czekałem na jej ostatnie wyniki krwi, leżała mi na rękach w lecznicy, oddech był coraz wolniejszy, przez ciało przeszły drgawki, pysk się otworzył, łapy wyprostowały, głowa i kark rozluźniła i odchyliła do tyłu, otworzyła oczy... oddech ustał, pociągnąłem za jej język aby pobudzić jeszcze jej układ oddechowy, raz, drugi, bez skutku, przyłożyłem policzek do nosa, złudnie licząc, że może wyczuje jeszcze oddech, dłoń położyłem na jej klatce, serce jeszcze biło, wolniej, wolniej, słabiej...przestało, poryczałem się...
14 lat razem, nauczyła mnie jak się pracuje z psem zaprzęgowym, nauczyła biegać każdego mojego psa, była szefową stada, prowadziła zaprzęgi na zawodach sprinterskich, a nawet midowe ósemki, była na dwóch wyprawach długodystansowych w Skandynawii jako liderka, jak prowadziłem firmę alpinistyczną to nie raz brała udział w pokazach wysokościowych zjeżdżając na linach, eksplorowała jaskinie, upolowała kilka kotów, kur i kozę....
Byłem przekonany , że przeżyje operację, że nie pojadę na Mistrzostwa Europy, że potrzebuje kilku dni aby tylko dojść do siebie. Termin naszego wyjazdu już minął, po jej śmierci wieczorem spakowałem się, rano z juniorami w ostatniej chwili wyjechaliśmy w stronę Francji.

Przygotowani fizycznie jesteśmy dobrze, po tym sezonie treningowym młodzi kręcą po 350watów i mają Vo2max po 70, a ja niemal 80 (testy dzięki 4sportlab i Michał Garnys) psy po super kompensacji też mają mocne ciała, moja psycha tylko przytłumiona po stracie. Szukam zajęcia aby tyle nie myśleć, angażuje się we wszystko co istotne przed startem. W czwartek objeżdżamy trasy, 6,6km, banalne, płaskie, pierwsze 2 km to dużo zakrętów i lejistego błota, potem leśne długie proste też z błotem i trochę korzeni. Łatwe technicznie, co nie oznacza, że prosto wygrać, konkurencja potwornie silna, a z takimi przeciwnikami każdy wyścig na każdej trasie jest trudny.
W piątek wystawiam na start juniorów, wieje ciepły wiosenny wiatr w ten ostatni weekend listopada, temperatura około 15 stopni, zdecydowanie za ciepło na wygrywanie. Chłopaki są tak pewni siebie że licytują się między sobą kto będzie pierwszy, a kto drugi, nie biorą pod uwagę konkurencji, ja milczę, uśmiecham się, życie ich zweryfikuje
Po przekroczeniu linii mety Łukasz Hennig z Octem pewny zwycięstwa, szeroko otwiera oczy, w których kręcą się łzy jak mu oznajmiam, że ma 30 sekund straty do Norwega i jest drugi, „nokaut leszczu” krzycze do niego, „dałeś dupy młody, następnym razem więcej pokory!”. Oskar Trzoska z Dodą wpada na 5 lokacie za Rosjaninem i Francuzem , a zaraz za nim zagrypiony Adam Reszke z Barbie. No to tyle, chłopaki przemyśleli sprawę i chyba muszę ich teraz trzymać na smyczy mocniej bo są tak ambitni, że mogą przegiąć z ilością treningu w złości przegranej.

W sobotę mała zmiana list startowych, jednak bikejoring (kolarz i pies) startuje około 11.00 , a pierwszy mam start zaprzęgiem o 8.32 to nie dobrze, nogi się zakwaszą, ciało pospina, później ciężko rozkręcić nogę na rowerze. Mam apetyt na dwa medale, więc trzeba zagryźć zęby i do roboty.

Piątek wieczór i sobota rano od 6 chłopaki z ekipy technicznej uwijają się przy sprzęcie, Wiktor Stankiewicz (rowersi) dopieszcza rower i uzbraja go w carbonowe koła na szytkach Rubeny, Paul i Miethieu Różańscy przygotowują trójkołowca do startu zaprzęgiem. Adaś, Oskar i Łukasz dbają o psy, poją, wyprowadzają, masują łapy. Moja szóstka gotowa do startu (Octo, Doda, Ozzi, Nella, Pussy i Nergal) to będzie trudny wyścig, startuje w klasie największej gdzie dopuszcza się od 5 do 8 psów, większość mojej konkurencji ma 8 psów w zaprzęgu, ja tylko sześć.
9 kg trójkołowiec, pozycja pochylona, ciało gotowe aby przyjąć uderzenie 6 psich „robopsich” organizmów, które za sekundę przyspieszą ze mną do 45km/h w 3 sekundy i na zakrętach nie będą zwalniać. 6 psów, 6 osób które je trzymają do tego jeszcze 2 osoby które trzymają trójkołowca na linii startu.
Po pierwszym kilometrze podnoszę szybkę w kasku do góry bo już jest zalana błotem i nic nie widzę , po kolejnym zdejmuje okulary z których też ocieka błoto.. na mecie boli wszystko, z psich pysków kapie piana, języki wiszą do ziemi, jestem 4 sekundy za Finem i 6 sekund przed Szwedem, oboje jechali na 8 psach. Średnia prędkość na 6,6km niemal 34km/h.
Mam 2 godziny do pierwszego etapu w bikejoringu, trzeba się przebrać, wysuszyć, wypić carbo i rozgrzewać. Jamal gotowy. Pierwsza prosta po starcie krecimy 43km/h, a linię mety przekraczam przy 42km/h, ale mnie odcina, Jamal jednak chce na drugie kółko , oskrzela bolą całą następną noc. Średnia ponad 36km/h. 10 sekund przewagi nad Norwegiem i 12 nad Rosjaninem , czwarty aż 20 sekund za mną jest Marek Długołęcki, a kolega z teamu Paweł Kopańczuk na 5 lokacie.
Niedziela nas prawie zamroziła, wieje zimny wiatr, taki „ruski wyż”, znowu od 6stej trzeba się uwijać przy psach i sprzęcie.Najszybsze i największe psie zaprzęgi na tych zawodach zmieściły się w 2 sekundach na 2 etapie po jeździe indywidualnej na czas. Fin był szybszy niż ja o 2 sekundy, a Szwed o 1,5 sekundy nasza trójka mocno odjechała od konkurencji, wypracowane 6 sekund przewagi pierwszego dnia pozwoliło mi zachować 2 lokatę i srebro. Jednak to w moim teamie biegły takie 8latki jak szanowny Ozzi i Nella, które niemal od 2008 roku wygrywają często na arenie międzynarodowej.
W bikejoringu Jamal pracuje doskonale, ja jestem już słabszy , starty zaprzęgiem dały znać o sobie, Norweg odrabia 3 sekundy, Rosjanin dostaje kolejne 12 sekund, Marek z przyczyn dziwnych i nie znanych wycofuje się z wyścigu, Paweł spada na 6 lokatę. Mamy złoto ! Jamal i love you  !
Agnieszka Jarecka też zgarnia złoty krążek w elicie kobiet, a srebrny Krystyna Jasiczak w weterankach.
ps. miałem z Nergalem kolejną dziesiątą już kontrolę dopingową w swojej karierze.

Data dodania: 02.12.2014