PL PL

 600 zawodników, 3000 psów, reprezentacje z 25 państw w małych szybkich zaprzęgach złożonych z dwóch i czterech psów, bikejoringu i canicrossu, a kończąc na dużych ośmio psich zaprzęgach i klasie open.

    Wraz z bratem Olgierdem i naszą juniorką Agatą Kaczyńską przygotowaliśmy nasz psi team do najważniejszego w tym roku ścigania w drylandzie czyli w warunkach bezśnieżnych.

    Dość długo wachałem się czy postawić na start w czwórce zaprzęgowej czy w bikejoringu, obydwie dyscypliny są mi równie bliskie, ale wiedziałem że mój psi skład nie pozwoli mi tej jesieni złożyć dwóch równie dobrych zespołów, które bedą mogły walczyć o najwyższe lokaty.Zdecydowałem się postawić na bikejoring czyli Nergala lub Ozziego wpiąć do roweru, byłem dobrze przygotowany kondycyjnie na 15 minutowy maksymalny wisiłek na biku, a w czwórce zaprzęgowej już w tym roku na śniegu udowodniłem, że szybszych niż ja nie ma ;) Decyzja ta też była spowodowana przegraną miesiąc wcześniej na Mistrzostwach Europy w bikejoringu ze słoweńcem Edvardem Schumetem, który po 4 latach odebrał mi tytuł.

Po wielu treningach z Ozzim i Nergalem postawiłem na tego drugiego, czarnego i głośnego , ale silnego.Jednak w czwartek na dwa dni przed zawodami Nergal wylądował odwodniony pod kroplówką, zatrucie pokarmowe zniweczyło mój plan startu z nim w bikejoirngu.

Dystans dla czwórki zaprzęgowej wynosił 2 x 4900metrów, a dla bikejoringu 2x 8000 metrów, Nergal w piątek rano doszedł już do siebie, ale wolałem go wrzucić jako lidera do zaprzęgu niż męczyć go ośmio kilometrową trasą, choć dla tego czuba i tak byłoby to świetne bieganie.

Ozzi w piątek został definitywnie mi przypisany do startu w dyscyplinie indywidualnej , a Nergal wraz z Dodą oraz dwiema rezerwowymi psami Nellą i Barbie weszły w skład czwórki zaprzęgowej podpiętej do mojego 7 kilogramowego trójkołowca.

    Wiedziałem , że ciągne kilka srok za ogon, walka o najwyższe trofeum w bikejoringu, smak na dobry wynik w czwórce zaprzęgowej do tego uzbrojenie mojego brata w Erę w klasie scooter1 (Era obok Ozziego, Nergala i Dody to mój najszybszy pies) i zaangażowanie się w przygotowanie treningowe Agaty Kaczyńskiej i Nory w bikejoringu - to chyba sporo, może za dużo...

Kross A+ na osprzęcie Jagu i sramie 2x10, przygotowany przez naszą obsługę techniczną z Brunoxa, Ozzi doskonale przygotowywany od 4 lat.

    Rogrzewka przy temperaturze + 17 nie była trudna, 30 minut i czułem, że noga się kręci,  lecz Ozzi musiał być schłodzony przed startem, 8km w tej  temperaturze może być nie lada problemem dla psa w aspekcie jego wytrzymałości.Średnia temperatura ciała psa to około 39 stopni celcjusza, a białko ścina się zawsze przy tej samej temperaturze, więc margines bezpieczeństwa jest mały.

Na pierwszym sobotnim etapie startowaliśmy co 30 sekund, ja jako czwarty za zawodnikiem z Czech i Szwajcarii, a wyścig otworzył Norweg Viktor Sindig Larsen na carbonowej 29" Everesta, jako jeszcze aktualny mistrz  świata z 2009 roku.

    Ustawili nas z Ozzim w prawym korytarzu startowym, lina napięta, 30 sekudn do startu, Ozzi bezbłędnie wykonuje swój popisowy numer startowy czyli patrzy mi w oczy i czeka , aż zaczne mu odliczać ostatnie 5 sekund.

    Wszystkie dźwięki dochodzące z głośników czy skowyt i wycie psów przed startem zostają jakby odcięte, ja już nic nie słyszę, w tych ostatnich sekundach przed startem. 5.4.3.2.1. - Ruszyliśmy i na pierwszej prostej mamy 45km/h, na drugim kilometrze na długim podjeździe widzimi Czecha, Ozzi przyśpiesza i mijamy go na zjeździe przy 47km/h, potem walka z miękkim plażowym piaskiem, i łykamy Szwajcara. W pewnym momencie Ozzi schodzi na pobocze i tniemy krzaki i gałęzie w lesie, ledwo panuje nad rowerem, kawał drewna wpada w tylne koło i wyrywa jedną szprychę  z mojego crossmaxa, ale jakoś udało się uniknąć upadku.Ostatni kilometr Ozzi schodzi z tempa, już na twardych prostych odcinkach jestem szybszy od niego, jednak na podjeździe czy piasku nie ma szans abym  pojechał szybciej bez niego.Wpadamy na mętę na pełnym gazie. Czas 14:33, - olbrzymia przewaga na 2 Edvardem Shumetem, aż 24 sekundy, Viktor dopiero na 7 pozycji, świetnie ten etap pojechał Kajetan Jasiczak ma 6 czas i 2 setne straty do 5 i 4 setne do 4 miejsca.Natomiast szacun dla Grześka Liszki który w mastersach wykręcił pierwszy czas i ma 2 czas w open po mnie, 17 skund wolniej  niż ja z Ozzim!

    Sobotni wieczór chodzę pozytywnie naładowany i z dobrym nastawieniem idę spać i przygotować się do finałowej walki.W niedzielę następuję drastyczna zmiana temperatury, która spada do 6 stopni,  tych warunkach więcej psów może pracować tak dobrze jak mój Ozzi, który jest akurat świetnie zaadoptowany do pracy w wysokich temperaturach.

    Jako lider sobotniego etapu otwieram drugi wyścig, 30 sekund za mną startuję Edvard Shumet na carbonowej scali Scoota.Boję się tych małych różnic czasowych między naszymi startami na pierwszych3 kilometrachsą 3 długie proste odcinki, gdzie spokojnie się widzimy, a jeśli jeden pies zobaczy drugiego to potrafi wypruć sobie flaki aby dojść przeciwnika z przodu.

Moje obawy się sprawdziły, już na drugim kilometrze słyszeliśmy z tyłu Słoweńca z Vatą, Ozzi ich wyczuł i lekko zwolnił co jakiś czas oglądając się do tyłu, byłem przerażony! Mówiłem coś do Ozziego błagałem go aby pracował, ale przy tętnie 190-200 ciężko się mówi ;) Nie wiem co ja wtedy gadałem, pamiętam tylko , że wiedziałem , że Edo się zbliża i że tracę 1 lokatę, teraz mogę liczyć tylko na jego błąd, myślę może się wywali, może złapię gumę, może urwie łańcuch.

Na 3km Edo wchodzi mi na koło, Ozzi jakby na nich czekał, chwilę się porozglądał, dotknął swoim pyskiem pysk Vaty, kiedy się z nami wyrównała, jakby chciał jej powiedzieć "Cześć, fajnie, że jesteś to teraz biegniemy razem" ;)

Ale od tej pory zaczęła się niezapomniana i niesamowita walka, walka dla mnie o honor ,o to abym wjechał pierwszy na linię mety. Kilka razy zamienialismy się miejscami, raz Edo z Vatą z przodu, raz ja. Na2 kmprzed metą wjechaliśmy na dwie równoległe drogi, rodzielone drzewami między sobą, lekki podjazd może 5-6% nachylenia, lecieliśmy łeb w łeb, mijając maruderów z zaprzęgami z innych klas, startujących dużo wcześniej.Na końcu tego podjazdu droga po której ja jechałem zwężała się i łączyła się z drogą Eda.Przycisnąłem ile miałem sił i udało mi się wskoczyć przed niego, zaczął się zjazd, ale ciężki w piasku, deptałem ile mogłem, próbując zgubić go z koła, ale nic z tego był jak przyklejony.Dopiero na ostanich300 metrachodjechałem od niego na 1 sekundę, wpadłem na metę, Edo za mną, czułem jego radość, skakał i krzyczał jak oszalały. Podziękowalismuy sobie za wspaniałą walkę, podziękowaliśmy psom.

Przegrałem, bedąc prawie pewny swojego zwycięstwa jeszcze kilkanaście minut wcześniej.Zbyt duża pewność siebie mnie zgubiła, może rutyna, może brak odpowiedniej pracy z Ozzim?Nie wiem. Wiem tylko , że nie ma już miejsca na multimedalistów w tym sporcie, że poziom idzie do góry, że i zawodnicy i psy są co raz lepiej przygotowani, że już nie zrobię takiego błędu jak rozdzielanie swoich sił i energii na kilka celów.

Mam drugi czas w open na 136 zawodników, jestem Vice Mistrzem Świata.

 

    Czwórki zaprzęgowe startowały co 1 minutę, pierwszego dnia miałem 6 czas przejazdu, dnia drugiego wskoczyłem na 5 pozycję na 70 zaprzęgów z 4psami w klasie R4. Wynik ten uważam ze doskonały dla tego składu, około 10 sekund straty do 1 miejsca na etapie to niewiele, a tylko dwa psy w moim teamie są ze "zlotej czwórki", najsłabiej w moim zaprzęgu wypadła Barbie, która nie wytrzymywała dużych prędkości na zbiegach i na prostych i musiałem zwalniać trójkołowca przy prędkościach powyżej 40km/h.Doskonale pojechała Agnieszka Rychwalska- wskoczyła na 3 pozycję kopiąc mi tyłek na 7 sekund po dwóch dniach.Ale tylko 4 setne sekundy miałem od niej wolniejszy przejazd dnia drugiego i niespełna 2 sekundy od Uwe Radanta, który zodbył srebro, ale i tak uległ Barbarze Wirz ze Szwajcarii. Ciasno w pierwszej szóstce, różne psy, różni zawodnicy, różne zakątki świata, a na wynikach muskamy się o siebie.

Mój brat Olgierd Tracz z Erą w klasie scooter1 wykręcił 12 czas ze stratą około 35 sekund do pudła, to niezły wynik, biorąc pod uwage , że Era 4 miesiące temu urodziła szczeniaki.Agata Kaczyńska z Norą pojechała na 16 pozycji w seniorkach.

 

    Organizacyjnie były to jedne z najgorszych zawodów na jakich byłem. Od strony wizualnej wszystko pięknie, kolorowo, kupa ludzi, widzów kupujących bilety -wejsciówki na trasę wyścigu. Full sponsorów itp.. Natomiast podstawowe kwestie zostały położone, pomiar czasu- brak chipów !!!! jakaś fotokomórka z której wyniki były po paru godzinach, zero informacji na mecie, jaki czas się wykręciło, jakie miejsce, jaka strata- przewaga. Brak jasnej informacji o długości tras, dystanse podane przed zawodami przez organizatorów to 4,5 km oraz 7.1 km, natomiast na gps wynosły 4,9km i 8km.Było tego więcej, ale nie chce mi się już rozpisywać na ten temat.Ceremonie zakończenia to farsa- zero chronologii, każda w innej godzinie i bez uprzedniej informacji.Na każdym kroku za wszystko trzeba było płacić, ale tak to jest jak priorytetem jest zarobienie kasy przez organizatorów, a nie poziom organizacji.

Data dodania: 15.11.2011