PL PL

Pierwsza czwórka zawodników po dwóch etapach w 10 sekundach.Jazda indywidualna na czas, starty co minutę, błoto, korzenie, kamienie, dystans 4,75km, kolarz + pies, a różnice między nami tylko sekundowe.Nikt z nas w trakcie swojego przejazdu nie wiedział jak jedzie rywal, nie było żadnego punktu odniesienia.

W czwartek zrobiliśmy pierwszy trening na trasie, testowałem Nergala i Ozziego aby ostatecznie podjąć decyzję, z którym psem startuję.

Dwa przejazdy na czas z Ozzim i jeden z Nergalem, biegali podobnie, Nergal lepiej pracował na podbiegach i szybciej sie rozpędzał do maksymalnych prędkości, ale krótko utrzymywał maksa 50km/h, Ozzi pracuje bardziej równo, wolniej rozkręca rower, ale 52km/h utrzymuje dłużej.Wybór padł na Ozziego. 

W piątek kontrola weterynaryjne psów, sprawdzenie chipów, paszportów i badań. Psy odpoczywają ładując baterie, ja jadę na krótki szybki przejazd z Nergalem na trasę.

Sprzęt: Kross A+, na Sram X9 2x10, korba aerozine 42/29, opony przód Schwalbe noby nic  i tył racing ralph 2.125, na miejscu doskonale go przygotowali mechanicy z fabryki  Krossa.

Sobota:

Pobudka 7:00 pojenie psów, lekkie śniadanie dla nas i dla naszych czworonożnych sportowców. Godzina przed startem: przebieram się, sprawdzam sprzęt.

45 minut do startu, idę na trenażer, ubiorem koszulkę startową z chipem i numerem 13. Startuje jako 13 za zawodnikiem z Czech.

30 minut do startu- rozgrzewam się.

10 minut do startu - Rysiek przyprowadza Ozziego ubranego już w uprząż i idziemy do korytarza startowego.Tam sprawdzają długość liny ciągowej, nie może przekraczać3 metrówi nie może być krótsza niż2 metry, moja ma ledwo ponad 2m, wole mieć zwarty team, choć wtedy trzeba jechać bardzo czujnie aby nie wjechać w psa.

1 minuta do startu. Wpinam się w pedały, przełożenie- płyta na 6, Adam trzyma mnie za siodło, Ozzi zamiera bez ruchu , lekko napina linę ciągową i czeka na mój sygnał startu. Olgierd z Dodą już od kilku minut są na trasie, ja wpatruje się w zegarn startowy i staram się uspokoić. 5 sekund do startu zegar zaczynam pikać, Ozzi zna ten dźwięk i napina mięśnie. Odliczam mu na głos, jak wymawiam "jeden" pies wyrywa i pomaga nam rozpędzić się na pierwszym podjeździe.

Pierwsze 2 minuty to podjazd po błocie, a potem po trwawie, jest ślisko, jadę delikatnie, łagodnie prowadząc rower w zakrętach , dociskam na prostych.Zaczyna się pierwszy zjazd lecimy 52km/h. Mijając idealnie jak jedno ciało koleiny i kałuże, Ozzi idealnie wybiera podłoże pod swoimi łapami, tam gdzie jemu biegnie się szybciej tam i łatwiej mi, jadę idealnie za nim. 

Wpadamy na błotnistą łąkę, spoglądam na licznik 44km/h, bez psa ledwo miałem tu 30km/h. Kilka zakrętów, kolein i znów prędkość na zjeździe dochodzi do 50km/h. Widzę przed sobą zawodnika z czech, jest dobrze,myślę, bo startował minutę wcześniej, a ja już mu nałożyłem minutę, doganiam go. Jest wąsko przy tej prędkości, krzyczę do niego "Trail" (komendę po której powinien mi ustąpić drogi), ale Czech w ferworze walki nie raeguje, muszę zwolnić, kilkrotnie krzyczę ponownie, brak reakcji, krzyczę "Stop", w końcu delikatnie przeciwnik zjeżdża na bok, ale w momencie kiedy go mijam on zaczyna jechać równolegle, Ozzi nie wytrzymuje i kłapie pyskiem i szczeka w stronę psa rywala. Podziałało ;) Czech zwolnił. Ostatni lekki podjazd, szybki kręty zjazd i mordercze finalne 2 minuty pod górę do mety. Boli, jedziemy 25-26km/h czyli jakieś dwa razy szybciej niż gdybym jechał sam, podloże kamieniste, blokuje amor, końcówkę jadę na stojąco. Wpadam na mętę przewracają się, Ozzi mniej zmęczony niż ja, zapieniony patrzy na mnie pewnie z litością:)

Na wyświetlaczu z wynikami narazie mam 1 czas przejazdu 8:37, mój brat drugi 8:46, czekamy na resztę, bo za nami jeszcze startował mocny Edvard Schumet ze Słowenni (drugi rok temu na ME i Mistrz  Świata 2007) oraz Marek Długołęcki (wice mistrz swiata 2009 i brązowy medalista ME 2009). 

Ozzi pije wodę z mojego bidonu, weterynarze na mecie sprawdzają stan psa i zczytują jego mikrochip podskórny aby sprawdzić czy wystartowałem z tym samym psem którego zgłosiłem i który przeszedł kontrolę weterynaryjną.Finalnie po pierwszym dniu mam rekord trasy, drugi jest Marek Długołęcki z Armexin Cycling Team 8:41, 3 - Edo Schumet 8:42, mój brat spadł na 4.

Niedziela:

Pobudka 6 rano i ten sa schemat czyli pojenie psów, sniadanie, rozgrzewka, kontrola sprzętu. 

Stratuje o 9.00 jako pierwszy, jeszcze śpie, grzałem się pół godziny, ale nadal mi zimno, nogi mam za sztywne, stojąc na linii startu widzę za swoimi plecami tą najszybszą trójkę co mnie goni, Marek z Zoyą, Edo z Vatą i Olgierd z moją Dodą.

Dziś trasa krótsza o jakieś 40 sekund, o odcinek na którym wczoraj jeden zawodnik złamał dość poważnie nogę, ze względów bezpieczeństwa ten odcinek wyłączono z wyścigów.

Nie cieszę się, czym krótsza trasa tym mniej szans na korygowanie błędów, Ozzi i ja czujemy się lepiej na wyścigach około 15 minutowych. Start- 4 łapy i dwa koła (taki baner widziałem gdzies na tych zawodach).Jadę bez błędnie, ale dziś już nie mogę rozkręcić się do 50km/h, kilka razy łapię 47-48 km/hi tyle, wpadam na mętę, jakby mniej zmęczony niż dzień wcześnie, ale czuję że przejazd był czysty, idealny. Czas 8:08, czekam na Marka - wpada na mętę, jest szybszy dziś o 0,75 sekundy, ale jest ok, to i tak daje mi narazie prowadzenie po dwóch dniach, obydwoje czekamy na Eda, widzimy go jednak wczesniej na finalnym podjeździe niż pownniśmy, jego pies pracuje bardzo mocno. Edo jest pierwszym , rekord krótkiej trasy należy do niego, wykręca niesamowity czas 7:59, co powoduje że finalnie to on odbiera mi po 4 latach tytuł najszybszego z psem w Europie. Czekamy na mojego brata, szok, Mono jest dziś drugi wykręca 8:05, ale zbyt duża strata pierwszego dnia pozostawia go na 4 pozycji. Reszta zawodników już po ok 10 sekund za nami. Gratulujemy sobie, psy szybko dochodzą do siebie i chcą ponownie biec. 

Nie preferuję pożyczania psów do startów na ME czy MŚ, ale jeśli chodzi o juniorów, którzy systematycznie pracują z moim psami to robię wyjątek i na te ME uzbroiłem Agatę Kaczyńską w Nellę i Ryszarda Sitka w Barbie (z którą w 2007 r. zdobyłem pierwsze złoto na ME).Moi zawodnicy jadą doskonale, Agata po dwóch dniach wygrywa z Rosjanką i robi najlepszy czas przejazdu wśród kobiet,w seniorkach była by też1!

Rysiek na pierwszym etapie traci jedną sekundę do francuza, ale w niedzielę zbiera się i wypracowuje olbrzymią kilkunastosekundową przewagę podczas ostatniego finiszowego podjazdu i kontynując tradycję rodzinną (dziadek Ryśka, Ryszard Prill to wielokrotny Mistrz Polski w kolarstwie przełajowym w latach 80-tych) zdobywa medal i tytul najszybszego juniora w Europie.

Nie mogę też nie wspomnieć  o naszej klubowiczce z Bielska Agnieszce Jareckiej- która wygrała w kategorii kobiet, pomimo groźnego wypadku i wtrząsu mózgu, ale Agnieszka jest twarda i szybko się pozbierała- gratulujemy. Nasz klub Amberdog CKiS Pruszcz Gdański zdobył aż 4 medale podczas tych ME, udowadniając jednocześnie, że w Polsce jest najsilniejsza ekipa w tej mało znanej w naszym kraju dyscyplinie sportu- bikejoringu.

 

Dziękuję:

Firmie: Kross, Brunox, JAGU, Redmills, Vet-Agro, Bracha- Mechanik, Aktimex....

Całej mojej psiej ekipie- Doda, Nergal, Ozzi, Jamal, Lilu, Peet, Max, Barbie, Nella, Era, Krakers, Feergy.

Agnieszce, rodzicom, sędziom i wszystkim tym którzy dołożyli się do pomocy przy zdobyciu kolejnego medalu.

 

Data dodania: 19.10.2011