PL PL

Mistrzostwa Świata w wyścigach psich zaprzęgów w warunkach bezśnieżnych Falze Di Piave, Włochy 8-9-10 11. 2013

Wprowadzając rower w delikatny kontrolowany poślizg na kolejnym zakręcie w błocie, czułem że wieszam się na Jamalu, czułem, że go obciążam, ale diabelnie silny organizm mojego psa nie dawał po sobie poznać jakiegokolwiek załamania. Siła ośrodkowa wynosiła mnie na zewnątrz mimo to wisiałem na linie ciągowej dopiętej do szelek Jamala jak na kotwicy, to mi dawało trakcję i przyczepność, już pod koniec łuku mogłem wcisnąć w pedał wszystko co miałem pod nogą aby na twardym przełożeniu wyjść z zakrętu z jak największą prędkością. Minęła może 1 sekunda....

Został tylko jeden dzień, tylko jedna noc, już rano miałem stać na linii startowej aby walczyć o złoto na Mistrzostwach Świata. Pewnie niektórzy powiedzą przecież to normalka dla Tracza, ale przecież ja jeszcze nigdy nie miałem tytułu mistrza świata w bikejoringu, w 2006 byłem 10, w 2008 miałem 5 miejsce, a w 2011 srebrny medal.
Pół litra wody, 50ml tranu w płynie, HMB, BCAA, cordyceps, beta glukan i chondrotina z glukozaminą plus 300-400 gram karmy RedMills to jedna z dwóch dziennych porcji moich psów, ja podobnie oprócz tej karmy, plus kofeina w ampułce na 45 min przed. Jest 7 rano, to było pierwsze piątkowe karmienie. Trening na trasie z wszystkimi psami zrobiłem w czwartek, zakręt po zakręcie starałem się zapamiętać drogę przejazdu, ale było to nie możliwe przy kilkudziesięciu zakrętach w lesie na single trackach.
Rower z jednym psem w dyscyplinie bikejoring mieścił się wszędzie , ale przerażała mnie myśl jak mam do diabła zmieścić się wyprzedzając innych swoim trójkołowcem z 4 psów zaprzęgowych. Miałem też inny problem, nie bardzo mogłem podpiąć obok siebie swoje psy, gdyż Nela i Doda dostały cieczkę, a to dość utrudnia ułożenie w zaprzęgu ze względu na napalonych samców Ozziego i Nergala.

W sobotę dość wysoka temperatura powietrza i jego wilgotność utrudnia psom wysiłek, okładam przed startem Jamala mokrym zimnym ręcznikiem, aby schłodzić jego ciało. Stoję już w korytarzu startowym za Markiem Długołęckim, startuje tylko minutę za nim, dobrze, szybki zawodnik tuż przed nami to dobry doping aby go spróbować gdzieś zobaczyć na trasie. Znowu to samo, tyle razy, te samo odliczanie, ten sam sposób startu, noga na korbie na pierwszej, tętno spadło poniżej 90 to mało jak na taki start, bardzo się uspokoiłem, byłem dobrze dogrzany, rozgrzewka na rolkach była mocna, lekki zapiek w nodze był, spociłem się sowicie, wszystko dobrze wróży, jednak dziwię się sam sobie jak jestem spokojny, pewny, nie za często towarzyszy mi to uczucie na starcie. Jamal drży, stojąc na napiętej linie spogląda z klasą na mnie, jakby biegał ze mną od wielu lat, udaje zawodowca jak tata Ozzi , a to może nasze 3 zawody razem w bikejoringu.
Znany pisk zegara startowego i zmieniam kolejne przełożenia w moim Krossie B+, błoto, kamienie, błoto, wąsko, kręto ślisko, błoto, mam wrażenie że jadę za wolno, mocno zwalniam przed każdym zakrętem, wolę nie tracić sekund na zbieranie się z ziemi po ewentualnej glebie. Wprowadzając rower w delikatny kontrolowany poślizg na kolejnym zakręcie w błocie, czułem że wieszam się na Jamalu, czułem, że go obciążam, ale diabelnie silny organizm mojego psa nie dawał po sobie poznać jakiegokolwiek załamania. Siła ośrodkowa wynosiła mnie na zewnątrz mimo to wisiałem na linie ciągowej dopiętej do szelek Jamala jak na kotwicy, to mi dawało trakcję i przyczepność, już pod koniec łuku mogłem wcisnąć w pedał wszystko co miałem pod nogą aby na twardym przełożeniu wyjść z zakrętu z jak największą prędkością. Minęła może 1 sekunda i już jestem na krótkiej prostej, czuję jak prędkość rośnie, ale powtarzam rytuał przed kolejnym łukiem, tym razem składam się w przeciwną stronę. Pod koniec 4 kilometra, kończy się las, wypadam na łąkę, widzę w oddali Marka, ale jest dość miękko , podczas ostatnich dwóch minut oddaje w korbę wszystko co mam, Jamal bezbłędnie mi pomaga, Rubeny Hybridis tną błoto, ale tuż przed metą na jednym z ostatnich zakrętów uderzam lewą dłonią w wystającą stalową tyczkę, ból, zachwianie, mało nie upadłem, ale jadę dalej. Finisz w trupa, odcina mnie za kreską, leżę w błocie.
Po kilku minutach wiem, że ten etap wygrałem- nokaut 20 sekund przewagi nad Viktorem Sindigiem Larsenem z Norwegii, utytułowanym ścigantem, mającym na koncie już tytuł Mistrza i II Wicemistrza Świata, a za nim chłopaki są już poukładani niemal sekunda po sekundzie. Trzeci, groźny Szwed, niestety otrzymał w oko kamieniem od swojego psa który z pod jego łapy wystrzelił bijąc mu okulary i poważnie uzkadzając wzrok.
Jamal wypił chyba z litr wody, chcemy wracać na stakeout *, ale widzę zbliżającą się do mnie znaną ekipę kontroli antydopingowej, maluje się na ich twarzach uśmiech “Tak wiem, jakie są procedury”- mówię, “to już moja ósma kontrola antydopingowa”, tym razem kontrolują tylko Jamala. Następne dwie godziny mam wyjęte z życiorysu przez procedury WADA (World Antydoping Agency), to nerwowe dwie godziny bo zbliża się nieubłaganie mój czas startu w 4ce zaprzęgowej, muszę się przebrać, wysuszyć, rozjechać, przygotować psy i sprzęt do wyścigu na trójkołowcu. Fuck! niech coś zrobią z tymi przepisami bo to nie ma sensu.

“5 minut do startu” – krzyczy Olesya Kopańczuk, żona naszego bikejoringowca Pawła, który pomimo doskonałej formy daleko w stawce bo za dużo razy całował matkę ziemię. 8 kilogramowy trójkołowiec i 4 psy podpięte w dość mało efektywny sposób, ale bezpieczny, aby się nie plątały i siebie nawzajem nie zaczepiały, wszystko przez cieczki suk, które tak sobie ustawiły kalendarzyk , że z dniami płodnymi wycyrklowały w weekend mistrzostw świata, cóż za precyzja, mógłbym powiedzieć, że Szwajcarska, ale nie mam ochoty, a dlaczego ? to o tym później... Nergal sam z tyłu, ciężko mu będzie bo na zakrętach to na nim będę się wieszał, zamiast standardowo na dwóch psach, przed nim Ozzi jako speeddog, szkoda że nie z przodu , ale nie mam wyjścia, na czubie w parze dwie suki Nella i Doda, razem będą się wspierać na zakrętach, gdyby jedna z nich się poślizgnęła to zawiśnie na szyjnej lince drugiej co uchroni od upadku i wbiegnięcia w pierwszą przewracającą się parę reszty teamu i uchroni od poplątania. Ten dość długi zestaw w konfiguracji 1-1-2 jest mało zwrotny na tej wąskiej i krętej trasie. Chyba z 6 osób pomaga mi i uwija się wokół psów, chłodzenie wodą i zimnymi ręcznikami, trzymanie psów, podpinanie, sam bym tego nie ogarnął, czuje się jak kierowca bolidu kiedy przejmuje tuż przed startem kierownicę i wsiadam na trójkołowca. Start.... dostaje w ryj kamieniami, błotem, masakra nic nie widzę po 1km, okulary zaklejone, przecieranie ich nie wiele pomaga, psy z pod łap rzucają we mnie wszystkim. Boję się na zakrętach, mocno zwalniam, idę dużym, zbyt dużym ślizgiem, ale jadę bezpiecznie, wpadam na metę, mam zakwasy w całym ciele, spinka na maksa, można by pomyśleć , że przecież to psy biegną, ok to zapraszam na trening, zakwasy po 10 minutach murowane w każdym kawałku ciała, jedzie się na pełnej spince balansując na zakrętach, do tego skupienie i kontrola psów. Na mecie jestem trzeci, 2 sekundy do czeskiej drugiej lokaty i 5 do szwajcarskiej pierwszej.
Pozostała część dnia została na dostrajanie sprzętu i dopieszczanie psów.
Niedziela – w bikejoringu w skrócie: na pełnym luzie, z dużą przewagą po pierwszym dniu bez błędów wjeżdżam na metę 8 sekund przed Norwegiem, pięknie awansuje Marek Długołęcki i sięga po brąz ma 12 sekund do mnie.Pechowy Edo Schumet ze Słowenii, jego pies łapie kontuzję i spadają w klasyfikacji, Paweł Kopańczuk pokazuje tego dnia klasę i łapie 5 czas. Wśród kobiet Agnieszka Rychwalska zdobywa tytuł II wicemistrzyni.

Dobra, wracam do Szwajcarów... zdeterminowany do walki w 4ce zaprzęgowej ruszam na trasę jako trzeci wedle klasyfikacji z dnia poprzedniego, plan na dziś nie dotykam klamek hamulcowych, nie zwalniam “no risk, no fun”. Szybko...pełen gaz, czasami walczyłem sam z sobą aby przypadkiem nie hamować, na każdej prostej kilkadziesiąt mocnych kopnięć- odepchnięć od ziemi, w połowie trasy widzę, że wczorajsza trasa jest zamknięta, rozwieszona jest siatka, i znak nakazujący skręt w lewo, stoją trzy osoby funkcyjne i pokazują rękoma , że mam skręcać w lewo na dłuższą o 800 metrów trasę (taką samą jak dla bikejoringu), nawet przez chwilę się nie zawahałem, komenda “lewo” i liderki wykonują manewr. Ostatni znany dobrze odcinek trasy na łące pracuję mocno razem z psami, na mecie ciężko mi ustać, nie mam chyba łydek... Ponad 30 sekund przewagi, konferansjer łapie mnie za ręce i krzyczy coś w stylu, że znowu jestem Mistrzem Świata, że najlepszy czas, że wygrałem... jednak radość nie trwa długo. Szwajcarzy składają protest aby anulować drugi dzień wyścigu, ze względu na dłuższą trasę, sędziowie szybko przyznają im rację. Drugi raz już mi zabierają drugi złoty medal, taka sytuacja miała już miejsce w 2011 w Oslo... wstyd. Finalne wyniki to tylko pierwszy etap więc zostaje dla mnie brąz. Pięknie tego dnia pojechał Grzegorz Hachoł, miał czas około 2 sekund dłuższy niż ja, więc dawałoby mu to awans na srebrny krążek, szkoda...do dnia dzisiejszego nie mamy czasów z tego przejazdu, organizator szybko usunął wyniki niedzielnego drugiego etapu.
Na zawodach według regulaminu należy jechać po znakach, cały nasz wyścig w klasie czterech psów ukończył ściganie na tej trasie, nikt się nie pomylił, prócz organizatora. Dość to wszystko mocno naciągane....

Na koniec krótka historia zawodnika z RPA, który przyjechał jako gość na te zawody, wystartował towarzysko, dostał moją greysterkę Barbie i scooter traczer bikes, ukończył, przeżył i mówi , że ma co teraz wspominać, nie widziałem starszego zawodnika nigdy, nie wypada mówić ile miał lat , ale miał więcej niż ważył. Mam nadzieję odwiedzić go w RPA w przyszłym roku. Tam niestety ten sport jest zakazany, za to można trafić za kratki, jego kolega zorganizował tam parę miesięcy temu nielegalne wyścigi, teraz był we Włoszech i nie może wrócić do kraju, bo jest ścigany listem gończym, po powrocie czeka go więzienie.

Moja droga powrotna do kraju w pojedynkę busem z 7 psów była długa, wracałem chyba dwa i pół dnia.

Dziękuję Ci Jamal, dziękuję Tobie Ozzi, Doda, Nergal i Nella...

Dziękuję sponsorom Vet- Agro i Fiprex, Kross, Red Mills, Brubeck, Rubena, Gudojć, ZeroDC i Brunox

Dziękuję ekipie technicznej: Aktimex -Mateusz i Paweł Różański, Piotr i Paweł i Olesya Kopańczuk, Alex Burashow i Alekzander Spiridonov oraz Jurek Ślusarz
Dziękuję klubowiczom Amberdoga.

“We will see in 2015 in North America“

-Igor Tracz
www.igortracz.pl

 

(fot: Paulius Straninskus, Monika Paczyńska, Pepper)

Data dodania: 14.11.2013