PL PL

Zapraszamy do zapoznania się z relacja Igora Tracza, wspieranego przez nasz zawodnika Bikejoringu, z zawodów Pucharu Polski w Minikowie.

    Ta z pozoru łatwa i szybka trasa miała być dla mnie i dla brata ostatnim testem przed ME w bikejoringu, które już za tydzień odbędą się w Anglii. Jednak okazała się sprawdzianem sprzętu i techniki jazdy oraz finalnie dla psów była raczej treningiem siłowym.

Dzień 1: Obfite opady deszczu zamieniły 4,5 km drogę w krainę błota i wody. Przejazdy próbne bez psa, były potwornie ciężkie, momentami nie byliśmy wstanie jechać.

Trudno było rozgrzać organizm przy zimnym i rzęsistym deszczu, do tego wiatr zwiększający uczucie chłodu.

Startowałem na czas  jako pierwszy w bikejoringu z Ozzim, za mną Olgierd z Erą. Starałem się jechać równo, sprawdzałem korbę z blatem 48 i ramieniem 180mm , delikatnie pokonywałem zjazd w błocie, nie przekraczając 40km/h i nie wykonując nerwowych ruchów, ale najtrudniejszy był prosty odcinek 200-300 metrów,  w którym glina zalepiała wszystko, biegi i hamulce nie działały.Pies się ślizgał a ja latałem od bandy do bandy. Potem szybki kilometr i podjazd w błocie, gdzie  trzeba było siedzieć aby dociskać tylne koło by nie stracić przyczepności, dopiero końcówkę można było wstać i zaciągnąć  z blatu przy pomocy psa. Dwa zakręty i wejście na drugą pętlę.

Na mecie pojawiłem się z czasem 8:55 wypluty z sił na maksa, brat za mną 8 sekund, a potem po ponad 30 sekundach  Paweł Kopańczuk z Franią. Rok wcześniej tą samą trasę pokonywałem z minutę szybciej.

3 minuty po sowim finiszu zmieniłem psa i jeszcze na gorąco z lekką zadyszką podpiąłem Dodę i przeleciałem poza konkurencją trasę jeszcze raz aby porównać czas, niestety byłem już wyjechany czas 9:43 :(                       

30 minut przerwy i podpiąłem Jamala i Nergala do hulajnogi...  to byłe extreme. Walka o przetrwanie na zakrętach po pierwszym okrążeniu wyrzuciłem okulary, nic nie widziałem w nich, bez nich też nie wiele, błoto wchodziło wszędzie. Na mecie byłem pierwszy.

 

Dzień 2: Wyszło słońce, w paru miejscach trasa wyschła, ale tam gdzie było wczoraj najwięcej błota dziś było go jeszcze więcej.

Zmiana korby na 42 i ramię 175mm- sprawdzam inną korbę. Ozzi stoi jak zwykle bez ruchu i liczymy ostatnie sekundy do startu.Przy pierwszym szarpnięciu psa, rozpinają się jego szelki, sekunda zawahania, ale jadę dalej, licząc że wszystko będzie ok. Na zjeździe jest szybciej niż wczoraj, ale prosty odcinek to prawdziwa masakra, nic nie widać , a rower lata jak na lodzie, potem zaczyna skakać łańcuch na małych koronkach kasety , zalepiony błotem. Druga pętla przyśpieszam, brat wtedy po pierwszej pętli ma tylko 1 sekundę straty do mnie. Zjazd pokonuje tym razem bardzo szybko, na prostej w błocie pies szuka lepszego gruntu pod łapami i biegnie lekkim slalomem, jego rozpięta uprząż przesuwa się na prawo, zahacza o nią łapą i  potyka się, ja hamuje aby  w niego nie wjechać i znosi mnie w tym błocie na pobocze przednie koło nurkuje, a ja przelatuje przez kierownicę. Uderzenie jest na tyle silne że mnie lekko oszołamia, łamię okulary rozbijam nos i wyje z bólu bo moje złamane palce w szynie się znowu poprzesuwały (od ponad miesiąca zrastają się, a ja je łamie ponownie i tak w kółko) . Ktoś się obok mnie zatrzymuje i pyta czy pomóc, ale krzyczę “jedź!” podnoszę się z tego błota dokładnie po minucie i widzę jak nadjeżdża mój brat, kilka metrów za mną jedzie razem z juniorem Adamem Reszke i chyba się sklejają bo obydwoje lądują twarzami w błocie. Nie wiem czy się śmiać czy płakać.  Wskakuje na rower, Ozzi cały czas czeka grzecznie, ruszamy, uciekam im. Ale na mecie jestem drugi czas 9:50, brat leżał krócej i mnie wyprzedza o kilkanaście sekund.

Boli....

Zabieram hulajnogę podpinam jak dzień wcześniej Nergala z Jamalem i jadę, jesteśmy pierwsi.

W rowerze zmieniam korbę ponownie na tą większą, zbieram przez godzinę siły podpinam Dodę i jadę zmierzyć  się  z błotem ponownie. Czas 9:03, kilka setnych szybciej niż Olgierd dzień wcześniej. Duży blat w błocie radzi sobie lepiej, można używać w kasecie większych koronek, które trudniej niż małe zapychają się błotem. Długie ramię pozwala jechać na mniejszej kadencji ale zwiększą siłą.

 

Leczymy rany i jedziemy do Anglii...

 

Wystawiliśmy liczną ekipę zawodników z naszego klubu Amberdog, część zaprawionych w boju wyjadaczy, ale również najmłodsi adepci mający tutaj swój debiut.Część z tych zawodników trenuje przy CKiS Pruszcz Gdański, a część przy GOKSIR Trąbki Wielkie.

Juniorzy:

Ełganowo – Dominik Surma –(D0) zaprzęg z dwoma psami (pierwszego etapu nie ukończyła, etap drugi na pozycji 3)

Ełganowo - Łukasz Henig – (SC1) zaprzęg z jednym psem – 2 miejsce

Pruszcz Gdański – Grzegorz Reszke – (SC1) - zaprzęg z jednym psem -

Pruszcz Gdański – Adam Reszke – bikejoring – 6 miejsce

Juszkowo – Maciej Pojawa – bikejoring – 4 miejsce

Gdańsk – Agata Kaczyńska – bikejoring – 1 miejsce

Seniorzy:

Paweł Kopańczuk – bikejoring 3 miejsce

Olgierd Tracz – bikejoring 1 miejsce

Igor Tracz – bikejoring 2 miejsce

Igor Tracz - (D0) zaprzęg z dwoma psami 1 miejsce

Joanna Adamska – bikejoring

Przemysław Adamski – bikejoring

Mateusz Brylewski – bikejoring

Dariusz Kowalski – (D2) 3 miejsce

Data dodania: 08.10.2012